Kiedy rozmawiam z kosmetolożkami o wejściu w elektroepilację, po pytaniu o cenę szkolenia prawie zawsze pada drugie: czy to się w ogóle opłaca. Pytanie w pełni zasadne, bo poza kursem trzeba jeszcze kupić urządzenie, a to już wydatek, przy którym warto mieć na kartce policzone konkretne liczby.
Więc policzmy. Bez marketingowego lukru, z kosztami po jednej stronie i przychodami po drugiej.
Ile kosztuje zabieg elektroepilacji w Krakowie i jak rozlicza się jego cenę?
W Krakowie za godzinę zabiegu elektroepilacji klientki płacą zwykle od 150 do 250 zł. Rozliczenie prawie zawsze idzie za czas, a nie za obszar ciała, bo przy tej metodzie liczba włosów do usunięcia jest u każdej osoby zupełnie inna. Krótkie sesje piętnastominutowe kosztują zwykle od 60 do 90 zł, półgodzinne od 100 do 140 zł.
Rozliczanie za czas to zresztą pierwsza rzecz, jakiej uczy się początkujący elektrolog. Cennik oparty na obszarach („bikini: 150 zł”) wygląda ładnie na stronie, ale przy elektroepilacji rozjeżdża się przy pierwszej klientce z gęstym owłosieniem, u której ten sam obszar zajmie trzy razy więcej czasu. Kończy się to pracą za pół stawki albo niedokończonym zabiegiem i rozczarowaniem po obu stronach.
Stawki rosną też razem z Twoim doświadczeniem, i to szybciej niż w większości usług beauty. Osoba pracująca płynnie, z dobrze dobranymi parametrami, usuwa w ciągu godziny znacznie więcej włosów niż ktoś, kto dopiero zaczyna. Klientka płaci za czas, ale wraca po efekt.
Ile godzin miesięcznie trzeba przepracować, żeby elektroepilacja się opłacała?
Przy średniej stawce 180 zł za godzinę wystarczy około 32 godzin zabiegowych w miesiącu, czyli dwa dni w tygodniu po cztery godziny, żeby usługa generowała blisko 5 800 zł przychodu. Przy trzech dniach w tygodniu po pięć godzin ta sama stawka daje już około 10 800 zł miesięcznie.
Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz w tych liczbach. Mowa o godzinach zabiegowych, nie o godzinach spędzonych w gabinecie. Do każdej sesji dochodzi przygotowanie stanowiska, konsultacja i sprzątanie, więc realny dzień pracy jest dłuższy niż suma zabiegów. Przy planowaniu grafiku dolicz sobie mniej więcej piętnaście minut na klientkę.
Dobra wiadomość jest taka, że elektroepilacja świetnie wchodzi jako usługa uzupełniająca. Nie musisz od razu przestawiać całego gabinetu. Dwa popołudnia w tygodniu wystarczą, żeby zobaczyć, jak temat się rozkręca, a grafik zapełnia się szybciej niż przy większości nowych zabiegów, bo każda klientka od razu umawia kolejną wizytę.
Jakie koszty trzeba odjąć od przychodu z elektroepilacji?
Koszt materiałów zużytych podczas jednej sesji to zwykle od 15 do 25 zł. Składa się na to jednorazowa igła, rękawiczki, gaziki, preparaty do dezynfekcji i pielęgnacji po zabiegu. Przy stawce 180 zł za godzinę zostaje więc bardzo wysoka marża, znacznie wyższa niż przy zabiegach opartych na kosmetykach czy preparatach iniekcyjnych.
To akurat mocna strona tej metody. Nie kupujesz drogich ampułek, nie masz towaru z krótkim terminem ważności, nie zamrażasz pieniędzy w magazynie. Igły są tanie, mają długi termin przydatności i zamawiasz je wtedy, kiedy faktycznie ich potrzebujesz.
Do rachunku dolicz jeszcze koszty stałe, czyli czynsz za stanowisko, prąd, ubezpieczenie i oczywiście podatek oraz składki. Jeśli prowadzisz już gabinet, elektroepilacja w dużej części korzysta z kosztów, które i tak ponosisz. Wtedy każda dodatkowa godzina zabiegowa jest praktycznie czystym zyskiem po odjęciu materiałów i danin.
Po jakim czasie zwraca się urządzenie do elektroepilacji i koszt szkolenia?
Przy 32 godzinach zabiegowych miesięcznie i marży rzędu 160 zł na godzinie, samo szkolenie za 2 999 zł zwraca się po niecałych dwudziestu sesjach, czyli w pierwszym miesiącu regularnej pracy. Profesjonalne urządzenie, będące wydatkiem rzędu kilkunastu tysięcy złotych, zwraca się zwykle w ciągu trzech do czterech miesięcy. Razem daje to okres zwrotu krótszy niż jeden kwartał.
Dla porównania warto zestawić to z laserem. Urządzenie laserowe klasy medycznej kosztuje kilkadziesiąt, a często ponad sto tysięcy złotych, do tego dochodzą serwis i wymiana głowic. Próg wejścia w elektroepilację jest wielokrotnie niższy, a stawka za godzinę pracy porównywalna. Szerzej rozkładam to zestawienie w tekście porównującym obie metody.
Jest jeszcze scenariusz, o którym mało kto myśli na starcie. Możesz zacząć od wynajmowanego stanowiska w cudzym gabinecie, dwa popołudnia w tygodniu, i przenieść się na swoje dopiero wtedy, gdy grafik będzie pełny. Elektroepilacja nadaje się do tego wyjątkowo dobrze, bo sprzęt jest kompaktowy i nie wymaga osobnego pomieszczenia ani przeróbek instalacji.
Dlaczego elektroepilacja zarabia lepiej niż depilacja woskiem?
Bo przy podobnym nakładzie czasu stawka godzinowa jest zwykle dwa razy wyższa, a konkurencja nieporównywalnie mniejsza. Wosk oferuje niemal każdy gabinet w mieście, przez co cena jest wypchnięta w dół, natomiast elektroepilację w Krakowie wykonuje wąska grupa osób. Do tego dochodzi kwestia, o której klientki mówią wprost: wosk trzeba powtarzać w nieskończoność, a elektroepilacja ma koniec.
Paradoksalnie to właśnie ten koniec jest atutem sprzedażowym, a nie problemem. Klientka, która widzi, że włosy faktycznie przestają odrastać, opowiada o tym znajomym. W usłudze o tak wąskim gronie wykonawców polecenia napędzają grafik szybciej niż jakakolwiek reklama.
Nie bez znaczenia jest też to, kto do Ciebie trafia. Na elektroepilację przychodzą osoby po latach nieskutecznego golenia, woskowania i naświetlania laserem, często z hirsutyzmem, z siwym albo jasnym włosem, którego laser nie widzi, albo w trakcie tranzycji. To klientki wyjątkowo zmotywowane, które nie targują się o pięćdziesiąt złotych i nie odwołują wizyt w ostatniej chwili.
Ile stałych klientek wystarczy, żeby wypełnić grafik elektroepilacyjny?
Około dwudziestu regularnych klientek wystarczy, żeby zapełnić dwa dni zabiegowe w tygodniu, ponieważ elektroepilacja to seria zabiegów powtarzanych co dwa do czterech tygodni przez wiele miesięcy. Jedna osoba wraca do gabinetu kilkanaście albo kilkadziesiąt razy, więc grafik buduje się sam i nie trzeba go co miesiąc zapełniać od zera.
To jest różnica, którą najlepiej widać po roku pracy. W usługach jednorazowych, takich jak oczyszczanie czy zabieg na twarz, każdy miesiąc zaczynasz od pustego kalendarza i musisz go czymś wypełnić. Przy elektroepilacji klientka wychodzi z gabinetu z umówioną kolejną wizytą, bo dobrze wie, że przerwa w serii cofa efekty.
Dlatego zarobki w tej usłudze rosną inaczej niż w innych. Pierwsze dwa miesiące bywają chude, bo grafik dopiero się zapełnia. Od trzeciego, czwartego miesiąca zaczyna działać efekt kuli śnieżnej i problemem przestaje być brak klientek, a staje się nim brak wolnych terminów.
Czy w Krakowie jest wystarczająco dużo klientek na elektroepilację?
Kraków należy do najlepszych rynków dla tej usługi w Polsce. Mamy tu prawie osiemset tysięcy mieszkańców, ogromne środowisko studenckie i akademickie, silną branżę beauty, a jednocześnie garstkę osób realnie wykonujących elektroepilację. Popyt wyraźnie przewyższa podaż, co przy usłudze wymagającej specjalistycznego przeszkolenia utrzymuje się latami.
Sprzyja temu też profil miasta. Kraków przyciąga osoby, które szukają rozwiązań trwałych i są gotowe zapłacić więcej za efekt, zamiast co miesiąc wracać na tańszy zabieg doraźny. Dokładniejszą analizę tego, dlaczego rynek elektroepilacji w Krakowie jest tak wdzięczny dla specjalistów, znajdziesz w osobnym tekście.
Jeszcze jedna obserwacja z rozmów z absolwentkami. Spora część klientek dojeżdża do Krakowa z mniejszych miejscowości w promieniu stu kilometrów, bo u siebie nie ma nikogo, kto wykonywałby zabieg. To poszerza rynek daleko poza granice miasta.
Jakie błędy najczęściej obniżają zarobki na elektroepilacji?
Najczęstsze i najkosztowniejsze błędy to zbyt niska cena startowa, rozliczanie za obszar zamiast za czas oraz brak zaliczek przy rezerwacji terminu. Każdy z nich potrafi obciąć miesięczny przychód o kilkadziesiąt procent, a wszystkie trzy są całkowicie do uniknięcia.
Najniebezpieczniejsza jest cena startowa. Wiele osób na początku ustawia ją nisko „na rozruch”, a potem przez rok nie potrafi jej podnieść, bo boi się utraty klientek. Znacznie lepiej wchodzić od razu ze stawką rynkową i zaproponować rabat na pierwszy zabieg próbny. Rabat da się wycofać, obniżonego cennika prawie nie.
Drugi kosztowny nawyk to przeciąganie sesji. Klientka umówiona na godzinę zostaje półtorej, bo „została jeszcze mała partia”. Przy jednej wizycie to drobiazg, przy dwudziestu w miesiącu tracisz kilka pełnopłatnych godzin. Sesja kończy się wtedy, kiedy kończy się opłacony czas, a niedokończony obszar jest naturalnym powodem do umówienia kolejnej wizyty.
Trzecia rzecz to brak planu całej serii. Klientka, która słyszy „zobaczymy, jak pójdzie”, umawia się nieregularnie i po trzech wizytach znika. Klientka, która dostaje plan na sześć czy osiem sesji z konkretnymi datami, zostaje na całą serię.
Ile realnie można zarobić na elektroepilacji w pierwszym roku?
Przy dwóch dniach zabiegowych w tygodniu i stawce 180 zł za godzinę realny przychód po rozkręceniu grafiku to około 5 800 zł miesięcznie, z czego po odjęciu materiałów zostaje mniej więcej 5 200 zł przed podatkiem. Przy pełnym zaangażowaniu, czyli trzech dniach po pięć godzin, mówimy o przychodzie rzędu 10 000 zł miesięcznie. Pierwsze dwa, trzy miesiące będą słabsze, bo grafik dopiero się zapełnia.
Te liczby zakładają, że traktujesz elektroepilację jako usługę, a nie jako ciekawostkę w cenniku. Sam certyfikat nie zarabia. Zarabia regularny grafik, sensowna cena i technika na tyle pewna, że klientka wraca na drugą sesję.
I stąd wraca kwestia szkolenia. Różnica między kursem, po którym boisz się przyjąć pierwszą klientkę, a takim, po którym umawiasz zabiegi w kolejnym tygodniu, to w skali roku kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda kurs elektroepilacji w Krakowie prowadzony w trybie indywidualnym, z praktyką na modelkach od pierwszego dnia, sprawdź program i najbliższe terminy. Możesz też po prostu napisać i policzymy razem, jak te liczby wyglądałyby w Twoim gabinecie.



